niedziela, 6 marca 2016

DIY: ręcznie wypalany obrazek

Osoby, które widziały moje obrazki zawsze zadają mi pytanie o to czym ja je właściwie wypalam. Jaką mam do tego "maszynkę". Reakcja, gdy owo narzędzie pokażę, zawsze jest taka sama. Uśmiech i niedowierzanie. Może i na Waszej twarzy dziś uśmiech wywołam. Oto kursik prezentujący jak powstają moje obrazki.

Zaczynamy od przygotowania pierwszej partii narzędzi. W moim wypadku jest to długopis i kubek z kawą. Przy wypalaniu nie można się spieszyć. Im dokładniejszy ma być efekt tym więcej czasu potrzeba, więc coś do picia się przydaje :)


Gdy wypalam tekst drukuję go sobie najpierw na jakiejkolwiek drukarce w formacie identycznym z wymiarami deski/ sklejki (o nich później).

Czas na przeniesienie tekstu na drewno. "Lewą" stronę wydruku zarysowuję ołówkiem. Kiedyś próbowałam do tego wykorzystać kalkę (fioletową), jednak ślady jakie zostawiała były bardzo trudne do usunięcia. Zrezygnowałam z niej na rzecz własnoręcznie robionej "kalki".

Przyklejam taśmą klejącą kartkę do drewna obrysowuję kontury tekstu długopisem o dość ostrej końcówce.

Powinniście otrzymać taki efekt. Nie można dusić zbyt mocno. Chodzi tylko o to, aby na drewnie widoczne były ślady ołówka. Wzór nie może być "wyduszony".

Tak powinno być. A jakiego materiału używać? Ja uwielbiam sklejkę, ale wypalać można na każdym kawałku drewna. Im bardziej widać jego słoje, tym praca jest trudniejsza, ale ciekawszy efekt końcowy. Powierzchnię trzeba zawsze przed wypalaniem przeszlifować. Musi być równa. Ja swoją "bazę" często delikatnie bielę przed wypalaniem (musi bardzo dobrze wyschnąć i konieczne jest dodatkowe szlifowanie). Farbę mocno rozcieńczajcie i używajcie jej oszczędnie w przeciwnym wypadku wypalać będziecie farbę a nie drewno.

Takie narzędzia będą potrzebne w dalszej części pracy. Wypalarka mocno się nagrzewa. Naprawdę mocno. Uważajcie. Kombinerki lub inne szczypce przydadzą się do ewentualnej wymiany grotów.

Czas na pracę właściwą. Najpierw wypalam kontury a potem je wypełniam. Tak lubię. Pamiętajcie o spokojnym oddechu i ręce.

Przy tej pracy nie można się pospieszyć. I nie ważne czy wypalacie swoją pierwszą czy setną deskę.
  
Gdy już wypaliliście wszystko, czas na wykończenie. Gumką do mazania pozbywamy się ewentualnych śladów ołówka pozostałych po przenoszeniu wzoru. Drobnym papierem ściernym delikatnie całość szlifujemy. Musi być miła w dotyku.

Na końcu zamocować możecie jeszcze np. wstążkę do zwieszenia. Oto efekt końcowy.

Co myślicie? Czy taki obrazek wart jest kilku godzin pracy? Dla mnie tak. Trzeba się skupić na pracy, odciąć od otoczenia, uspokoić rękę. Uwielbiam to. Powodzenia!

2 komentarze:

  1. Suuper tutek Iwonko :)) A dopiero co w jednej z gazetek taka wypalarke widzialam :)) Pieknie Ci to wychodzi :))) Dziekuje za pokazanie jak wykonujesz ta prace moze kiedys sprobuje :)) Pozdrawiam Cie Serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aguś, dziękuję! Jak masz okazję to kupuj i niech czeka. To bardzo uspokajające i odrywające od zabiegania zajęcie :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Witaj! Miło mi, że chcesz tu zostawić kilka słów. Dziękuję :)